12 rzeczy, którymi Japonia nie zaskakuje

Wycieczki do Japonii, niegdyś uznawane za mało realne marzenie, w końcu stały się faktem, a coraz większa ilość rodaków udaje się do Kraju Kwitnącej Wiśni. Owocem tych kilkudniowych wycieczek są podsumowujące wrażenia artykuły zamieszczane w Internetowych mediach. Nie ma nic złego w opisywaniu wrażeń z podróży, co ma sens bo dana osoba dzieli się innymi wrażeniami z pozycji osoby, która w danym kraju nie była. Pozwala to laikowi w łatwy sposób odnaleźć się w podobnej sytuacji, jak i zidentyfikować z samym autorem. Co mi się nie podoba, to głoszenie sądów na temat Japonii i Japończyków w tonie, który z pozycji czytelnika stawia autora w roli znawcy tematu. Gdy większość podobnych sytuacji ignoruje, tak do polemiki zachęcił mnie tekst Marcina Kosmana, który właśnie wrócił z Tokio i dzieli się swoimi wrażeniami na swoim prywatnym blogu. Zachęcam do przeczytania wspomnianego materiału, a następnie do zapoznania się z kilkoma uwagami z mojej strony, które z jednej strony może dopełnią poruszaną tematykę, a z drugiej może pokażą, jakich rzeczy w tego typu artykułach najlepiej unikać.

keep-calm-and-visit-japan-5-feature

  1. Nie ma śmietników

Faktycznie w Japonii śmietniki trudno znaleźć na każdym rogu, a ich ilość drastycznie zmalała od czasów niesławnego ataku terrorystycznego w Tokijskim metrze. Kosze na śmieci jednak są, a najłatwiej je znaleźć w jednym z wielu sklepów spożywczych, jakich w wielkich miastach nie brakuje. Często kosze znajdują się przed sklepem, albo w środku budynku. Faktycznie, do ostatniego roku kosz znajdował się w każdym sklepie, ale ich ilość ostatnio zmalała, na co wpływał fakt że wiele osób wykorzystywało je do wyrzucania swoich domowych śmieci. W rezultacie niektóre sieci handlowe z nich zrezygnowały. Śmietniki znajdują się jednak w wielu centrach handlowych, czasem przy automatach z napojami (choć najczęściej tylko z otworem na puszki, o czym Marcin już wspominał). Śmietników nie brak też w toaletach, gdzie można wyrzucić jednorazowe chusteczki papierowe i inne drobne rzeczy, których wrzucanie do sedesu grozi zatkaniem rury i zalaniem łazienki.

Nie wydaje mi się, by Japończycy mieli fioła na punkcie segregacji śmieci. To raczej konieczność wynikająca z życia w ogromnych, mocno zaludnionych metropoliach gdzie bez podobnej organizacji wszyscy utonęliby w stertach odpadków. Zresztą widać to najlepiej w Stanach Zjednoczonych, gdzie duże miasta są często zaśmiecone. Gdy w latach sześćdziesiątych Japonia przechodziła przez powojenny baby boom i drastycznie wzrosła ilość mieszkańców, to zapoczątkowano wtedy obecnie stosowane zasady utylizacji odpadków. Przy czterdziestu pięciu milionach ton odpadków rocznie trzeba było znaleźć inne rozwiązanie.

Trudno jednak jednolicie opisać system segregacji śmieci, bo gdy istnieją pewne wspólne zasady, tak każda gmina ma oddzielne regulacje w tej kwestii. W samym centralnym Tokio znajdują się 23 okręgi, z czego każdy ma właściwe dla siebie prawo związane z segregacją odpadków. Zwykle nie jest to aż tak skomplikowane, ale śa oczywiście wyjątki. Miasteczko Kakimatsu na wyspie Shikoku popadło w przesadę, bo tamtejsza gmina podzieliła śmieci na czterdzieści cztery różne kategorie. Niemniej jednak, osoby noszące ze sobą śmieci do domu to rzadkość, zarezerwowana na takie okazje, jak choćby na pikniki na łonie natury.

A oto kilka fotek, które celowo wykonałem w przedziale czasowym ok. 30 minut od opuszczenia domu, w trakcie codziennej drogi do pracy:

Photo Jun 05, 6 41 14 PM

Kosze w sklepie spożywczym na rogu.

Photo Jun 05, 9 46 03 AM

Inny sklep spożywczy.

Photo Jun 05, 9 42 04 AM

Kosz w pociągu.

Photo Jun 05, 9 40 04 AM

Kosz na stacji kolejowej. Przeznaczony na butelki, ale wystarczy podnieść górną część, by wsadzić tam inne śmieci, z czego Japończycy często korzystają.

Photo Jun 04, 5 41 20 PM

Kosz w toalecie w centrum handlowym.

Photo Jun 04, 5 15 08 PM

Kosz na stacji metra.

2. Japończycy nie śmiecą

Japończycy dbają o porządek, co jest im wpajane już w szkole, tak samo, jak zasady postępowania w przypadku trzęsień ziemi i innych kataklizmów. Każde dziecko zna słynną zasadę trzech „R”, czyli reduce, reuse i recycle (ograniczanie, ponownie wykorzystywanie i recykling). Ogół podąża za przyjętymi rozwiązaniami, ale jednostki mają często zasady głęboko gdzieś i nie raz widziałem, jak wracający z pracy biznesmen dopijał napój energetyczny lub kawę i kładł puszkę/kubek bez skrępowania na pobliskim murku. Niektóre dzielnice Tokio bywają mocno zaśmiecone, ale choćby z racji tego że ilość śmieci się zwiększa wieczorową porą, najczęściej obcokrajowiec tego nie zauważy. Gdy wstanie rano, ulice będą już wysprzątane przez pracujące całą dobę służby porządkowe i wytrwale zbierających niedopałki papierosów seniorów-wolontariuszy.

224757_10150174969219303_7178341_n

Wejście do mojego byłego akademika.

264397_10150236247924303_5392938_n

Tutaj studenci zostawiają buty.

224168_10150174968744303_7167776_n

Reprezentacyjne główne pomieszczenie budynku.

224660_10150174968609303_5107778_n 225656_10150174968519303_7592839_n

Mieszkałem zresztą z nastoletnim Japończykiem, który wydawał się nie mieć ograniczeń w nowych pomysłach na to, jak zaśmiecić mieszkanie. Brudne talerze zostawiał na stole, wychodził do ogrodu w pantoflach, a wracając wnosił piach do salonu, zaś nie posegregowane śmieci wyrzucał do kosza jak popadnie.  Istnieje też znany stereotyp, że Japończycy nie zapraszają zwykle ludzi do domów, bo „to taka prywatna przestrzeń, gdzie tylko ludzie z najbliższego kręgu mają wstęp”. Istnieją różne interpretacje, ale z doświadczenia powiem, że często chodzi po prostu o wstyd z powodu bałaganu. Nie różnią się tym specjalnie od Polaków, a jeśli kiedykolwiek chcecie zobaczyć do jakiego stopnia może to sięgać, to zachęcam do odwiedzenia akademików – nieporządek w niektórych domach studenckich, jest wręcz legendarny. Wyobraźcie sobie szok kulturowy obcokrajowca, który prosto z lotniska trafia do podobnego miejsca, mentalnie przygotowany na coś dokładnie odwrotnego.

f6de60f4

Tak wyglądają czasem ulice Tokio, jeśli ekipa porządkowa nie zdąży na czas.

14148129850001

Tutaj dodatkowe ujęcia.

2-1

Coś jest nie tak z Feng Shui tego mieszkania.

3. Automatyzacja

Automaty z napojami są już rozpowszechnione w całej Azji i gdy jest ich niezwykle dużo w Japonii, to uświadczycie je też w Korei, Chinach, Hong Kongu, Malezji, Singapurze, czy nawet w Tajlandii. To bardzo użyteczny element przestrzeni miejskiej, ale bynajmniej nie świadczący o automatyzacji i technologicznym zaawansowaniu Japonii. Pierwsze maszyny z napojami powstały już w latach 60 ubiegłego wieku i ich ilość systematycznie wzrastała przez następne półwiecze.

DSC01167

Pierwsze automaty z napojami pojawiły się w Japonii w latach 60 i były produkcji amerykańskiej.

oip005

Maszyny do kupowania biletów mają jeszcze dłuższą historię, niż automaty z napojami.

Część należy do zajmujących się dystrybucją napojów firm, ale sporo maszyn jakie uświadczycie w różnych zaskakujących miejscach, to czasem prywatne interesy, gdzie ktoś dorabia sobie do miesięcznego budżetu biorąc podobną maszynę w leasing i stawiając na swoim prywatnym terenie. Dużo jednak ciekawsze i warte wspomnienia są tzw. „targowiska bez człowieka”. To zwykle stojące wzdłuż drogi budki z warzywami, gdzie można się zaopatrzyć w towar, a pieniądze zostawić w stojącej obok skrzynce. Interes oparty na zaufaniu, nie wymagający żadnej technologii, a jednak pozytywnie zaskakuje.

20080818_416905

Stoisko z warzywami bez sprzedawcy – przykład zaufania, jakim darzą się Japończycy na prowincji.

Maszyny z napojami nie reprezentują nowoczesnych technologii, a raczej zwykłą użyteczność – dla firm by lepiej sprzedawać ich produkty (postawienie maszyny jest dużo tańsze, niż sprzedaż sklepowa) i dla konsumentów, by zawsze w razie konieczności mieć coś do picia pod ręką. Również ciepłe napoje, o czym Marcin nie wspomniał będąc w Tokio wiosenną porą. Nie miał okazji zobaczyć maszyn serwujących puszki z gorącą kawą i ciepłymi napojami (również zupy), zwykle dostępnych w chłodniejszych miesiącach roku.

1

Gorące produkty z japońskich maszyn.

middle_1289881252

Jeśli chodzi o automaty w restauracjach i barach, to najczęściej kwestia ta dotyczy małych lokali lub dużych sieciówek, gdzie rezygnacja z zatrudniana dodatkowej osoby na kasie, to zwykłe względy ekonomiczne i oszczędność. Pozwala to nie zawyżać cen jedzenia, a w niektórych przypadkach wręcz decyduje o egzystencji danego, balansującego na granicach opłacalności małego lokaliku. Maszyny wydające kupony na jedzenie są równie stare, jak automaty z napojami. Nie uświadczymy ich jednak w żadnym lepszym lokalu, gdzie osoba stojąca przy kasie i przyjmująca rachunek jest czymś oczywistym.

W codziennym życiu w Japonii praktycznie nie bywam w miejscach z podobnymi maszynami. Jeśli już się czasem zdarzy, to zwykle dotyczy ciasnych restauracji serwujących japoński ramen, gdzie na dodatkową ladę i wydawanie pieniędzy nie ma po prostu miejsca. Niektóre parkingi mają automatycznych kasjerów, ale zwykle mowa o małych placykach na kilka samochodów, gdzie zatrudnianie danej osoby się nie opłaca. Na większych parkingach mamy często siedzących w budkach cieciów, których nie zabrakło również w „analogowych” bramkach na autostradach,  na stacjach kolejowych i w metrze. Karty dotykowe z możliwością doładowań to dogodność, która może nie jest szeroko dostępna w Polsce, ale to już chleb codzienny wielu krajów EU i większości rozwiniętych krajów Azji.

Marcinowi nie udało się kupić biletu do Muzeum Studia Ghibli. To dość ciasne miejsce cieszące się sporą popularnością, więc bilety trzeba kupować dużo wcześniej, najlepiej 2 do 3 miesięcy wstecz, by móc zaklepać dany termin. Zresztą jest to dokładnie opisane na ich stronie internetowej, dostępnej z myślą o turystach również w języku angielskim. Dowiadujemy się tam wszystkiego o procedurze kupowania biletów, a także o terminach na jakie te bilety będą dostępne. Wymaga to niestety bycia w Japonii, więc ogólnie interes się kręci i wiele zachodnich biur podróży co miesiąc wykupuje sporą pulę biletów, by później sprzedawać je w zawyżonej cenie zagranicznym turystom.

Rozmawiając o automatyzacji trudno również nie wspomnieć o przypadkach, gdzie jej NIE MA. Japoński system bankowości pozostawia wiele do życzenia i jest dużo wstecz w stosunku do Polski, szczególnie bankowość internetowa. W XXI wieku Japonia nadal korzysta z archaicznych książeczek oszczędnościowych, przypominających wczesne czasy banku PKO. Istnieje też masa rożnych prac, gdzie maszyna by mogła zastąpić człowieka, a mamy później takie kurioza, jak pan stojący na ulicy by ostrzegać przed dziurą w jezdni. Kilka lat temu w niektóre dni zupełnie nie działały bankomaty i jeśli wcześniej nie wypłaciliśmy pieniędzy, to pozostawało pożyczanie od znajomych i nerwowe odliczanie do pierwszego dnia roboczego.

4. Miasto rośnie pionowo

Tokio to ogromna metropolia, ale nie jest aż tak ciasno, jak zwykle się o tym gada. Wszystko zależy od dzielnicy w jakiej się znajdujemy. Te historyczne w ścisłych centrach są zatłoczone i wynajmowanie tam mieszkania, to często luksus, ale gdy tylko się trochę oddalimy od głównych stacji możliwości się zwiększają. Wszystko to kwestia zarobków i czasem szczęścia. Mieszkam obecnie w dużym mieszkaniu 85m2 z małym ogrodem i na ciasnotę nie narzekam. Znajomi w Tokio wynajmują duży, przestronny dom w centrum miasta. Inny znajomy mieszka z rodziną w przestronnym apartamencie 110m2 tuż obok rzeki Sumida, z obłędnym widokiem na wieże Tokyo Skytree. Inna przyjaciółka wprowadziła się niedawno do znajdującego się w dzielnicy Roppongi nowego apartamentowca z mieszkaniem o powierzchni 100m2.

getimage.php

article_2_26_1374473622

Przestronne mieszkania w apartamentowcach to teraźniejszość wielu Japończyków.

Wielkie apartamentowce to częsty widok w dużych miastach Japonii i przeświadczenie, że żyje się tu skromnie w małych klitkach, to bardziej wizja Japonii sprzed lat. Ceny gruntu w centralnych częściach to sumy często niewyobrażalne, stąd każdy skrawek gruntu wykorzystywany jest do maksimum, czyli pnąc budynek jak najwyżej. Nie różni się to specjalnie od Wietnamu, gdzie większość domów przypomina długie ołówki, bo budowane są bardziej w poziomie, niż pionie. Zabudowa miejsca w centrach wielkich miast Japonii jest wysoka, ale poza centrami jest zasadniczo niska. Bardziej interesująca jest z kolei kwestia wykorzystywania podziemi, bo kiedy nie ma nic niezwykłego w widoku wieżowców w centrach dużych miast na całym świecie, to podziemia Japonii kryją dla turystów masę niespodzianek.

5. Specjalne wagony dla kobiet w Japonii

Tutaj bez większego szoku. W wielu krajach islamskich stosowana jest segregacja pasażerów, by ograniczyć kontakt między mężczyznami i kobietami. Specjalne wagony dla kobiet zobaczymy choćby w Malezji, czy Irańskim metrze. Są też w Indiach, Brazylii, Meksyku, Indonezji, Filipinach i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

TehranMetro_1-622x350

Wagon tylko dla kobiet w metrze stolicy Iranu, Teheranie.

Tam przeważnie panuje restrykcyjna segregacja płci, gdy w Tokio i innych miastach Japonii  specjalne wagony dla kobiet funkcjonują wyłącznie w godzinach szczytu, by później służyć wszystkim pasażerom. Są oczywiście wyjątki, jak choćby zapraszanie do środka osoby niepełnosprawnej na wózku, ale nie chodzi tu bynajmniej o żartobliwie wspomniany przez Marcina brak możliwości molestowania przez „ocieranie się” ze strony biednego inwalidy, a więcej przestrzeni oraz bliskość do windy po dotarciu do stacji docelowej.

JR-LadiesOnly-M0944

Tylko dla pań, ale w godzinach szczytu.

Marcin zapewne korzystał z nich poza godzinami szczytu, bo gdyby trafił tam choćby między odjazdem pierwszego pociągu, a godziną 9:30, to spotkałby się z ostrą reakcją ze strony kobiet. Panie nie boją się zwrócić uwagi, albo poskarżyć konduktorowi. Nie chodzi wyłącznie o możliwość napastowania ze strony zboczeńców, ale też wspomnianą przez znajomą niechęć Japonek do wydzielanych przez mężczyzn zapachów, szczególnie po spożyciu napojów alkoholowych.

6. Japończycy nie szanują kobiet

Podobnych sądów lepiej nie głosić w oparciu o krótkie doświadczenie z pobytu w Tokio, oparte w znacznej mierze na odczuciach zagranicznej koleżanki. To temat rzeka, ale czasy wszechwładnych mężczyzn Japonia ma już dawno za sobą. Popatrzcie na to bardziej przez pryzmat naszej kultury, gdzie przed laty mężczyzna miał być chlebodawcą, a kobieta zajmować się domem. W dzisiejszych czasach to najczęściej kwestia wyboru kobiety, która niekoniecznie ma ochotę pracować w firmie, a chce zajmować się dziećmi i domem. To robota w pełnym wymiarze godzin, a gwarantuje, że życie gospodyni domowej w Japonii to pasmo różnych obowiązków, gdzie czasem zwykła praca męża w firmie wydaje się być prostsza.

ilNHxuvJ3mMY

Bycie gospodynią domową w Japonii to nie kulturowa konieczność, ale wybór wielu kobiet. Decydują się poświęcić rodzinie i wychowywaniu dzieci, co nie jest też obce w naszym kraju. Bynajmniej nie cierpią zamknięte w „ciasnych mieszkankach”, bo mają dni wypełnione twórczymi zajęciami, które zdecydowanie burzą stereotypy kur domowych w papilotach.

51V7-OqIFDL

W Japonii popularny jest podział osobowości kobiet i mężczyzn na dwie kategorie: „roślinożernych mężczyzn” i „mięsożernych kobiet”. Jeśli podobne dwa typy się zejdą, to łatwo domyślić się, kto w domu będzie nosić spodnie😉

Moje uczennice lubią być gospodyniami domowymi, nawzajem się wspierać, spędzać czas na różnych kobiecych zajęciach i pomagać dzieciom w szkolnych obowiązkach. Mają swoje zdania i nawet jeśli mąż zarabia pieniądze, to najczęściej trafiają one w ich ręce. To one decydują na co przeznaczy się daną sumę, a mąż dostaje kieszonkowe. Dotyczy to tak samo pracownika budowlanego z dbającą o finanse żoną, jak i wysokiej rangi profesora na uniwersytecie.

Prawdą jest, że dziewczyny chcące piąć się zawodowo w górę często napotykają opór ze strony historycznych uwarunkowań, gdzie pewne stanowiska od lat przydzielano mężczyznom. Wg. ostatniego rankingu w 30 największych firmach w Japonii tylko jedną z nich zarządza kobieta. Powodów jest masa i to temat na grubą książkę. Niemniej jednak mężczyźni liczą się z kobietami, a te mają szereg trików w zanadrzu, by dać im poczucie władzy, a równocześnie  pociągać za sznurki tak, by zawsze osiągnąć swój cel. Spotkało się z tym wielu obcokrajowców, których żony po ślubie przeobrażały się z uległych niewiniątek w twarde i pewne siebie kobiety.

Ciekawe jest też to, że najczęściej skargi na temat traktowania kobiet w Japonii nie płyną od samych domniemanych ofiar, a od wzburzonych niegodnym traktowaniem cudzoziemek.

7. Nie sposób znaleźć adresu

Historie o problemach ze znalezieniem adresów w Japonii są stare jak świat, a nie brak ich też w popularnej fantastyce naukowej na temat Kraju Kwitnącej Wiśni, jak choćby pierwszych książkach Marcina Bruczkowskiego. W większości miast poruszanie się jest stosunkowo proste do opanowania, a upowszechnienie smartfonów z GPS praktycznie wyeliminowało problem ze znalezieniem danego miejsca.

Czasem dotarcie do znajomego mieszkającego na przedmieściach może zająć chwilę, ale chyba każdy z nas zbłądził raz czy dwa na dużym osiedlu w Polsce, gdzie numeracja bywa zwodnicza. Taksówki nie mają większych problemów ze znalezieniem adresu, bo praktycznie każda taksówka ma teraz wbudowaną nawigację, a gdy tego zabraknie, taksówkarz ma do pod ręką dyspozytora, który pokieruje go przez radio we właściwe miejsce. Jeśli znacie adres, to nie ma problemów z dotarciem do celu, o ile nie pokrzyżuje tego wzmożony ruch w godzinie szczytu.

8. Japończycy są strasznie uprzejmi.

Marcin napisał, że Japończycy na co dzień sprawiają wrażenie chłodnych i zdystansowanych, nie tylko do obcokrajowców, ale i siebie nawzajem. To kolejna trudna kwestia, o której lepiej się nie rozpisywać bez lepszej znajomości tematu. Ja posłużę się tu swobodną opinią znajomej, która uważa, że ten dystans może wynikać często z tego, że klient niekoniecznie ma ochotę zaprzyjaźniać się z obsługującym go sprzedawcą. W Japonii kultura wymaga, by nie sprawiać innym problemów, więc jednym z przejawów tego jest nie narzucanie się innym, a spoufalanie się sprzedawcy z klientem mieści się w tych ramach.

Gdy w Polsce mamy sklepik osiedlowy, gdzie pan Kazek wita nas po imieniu z uśmiechem na ustach i pyta o zdrowie, to w Japonii coś podobnego jest dla większości sennym koszmarem. Można to lubić, ale czasem nawet w Polsce chce się wejść do sklepu, wziąć towar, zapłacić i wyjść. Gdy spytałem o to siedzącą obok Japonkę, ta aż wzdrygnęła się na myśl o wizycie w podobnym sklepie. Wizyty w sklepie ze sprzedawcą, który ją rozpoznaje i głośno wita ponownie uznała za bardzo wstydliwe i zapewniła, że w takiej sytuacji więcej by do tego sklepu nie poszła. Dystans daje klientowi komfort, ale to oczywiście nie jest żadna reguła, a nie brak też oczywiście wyjątków – miejsc, gdzie ludzie udają się właśnie z powodu sympatycznego właściciela i tego dodatkowego „human touch”.

Reguły nie obowiązują jednak w stosunku do obcokrajowców, a w ich przypadku sprzedawcy lubią nagiąć te niepisane zasady i wejść w dialog, zapytać o rodzinny kraj, czy wypróbować swój dawno nie używany angielski.

9. Japonia wcale nie jest droga

Od kiedy premier Abe wprowadził swój model ekonomii polegający m.in. na zaniżaniu wartości jena na rzecz pobudzenia handlu, to koszty życia w Japonii stanowczo wzrosły. Nigdy nie było tanio, ale ostatnie lata mocno dają się wszystkim we znaki. Inaczej to oczywiście wygląda z perspektywy turysty, dla którego tańszy jen oznacza więcej pieniędzy do wydania. Metro w Tokio jest drogie, więc wielu Tokijczyków unika go na rzecz odrobinę tańszej kolei. Ludzie oszczędzają jak mogą kupując towary w tańszych sklepach, a dawniej pełne zapracowanych biznesmenów knajpy często świecą w dni powszednie pustkami. Firmy zacisnęły pasa i zamiast udawać się na integracyjne popijawy kilka razy w tygodniu, coraz częściej decydują się na model “raz, a porządnie”. Stąd w weekendy znalezienie w centrum pustego lokalu z miejscem dla kilku osób czasem graniczy z cudem.

Marcin na zdjęciu pokazał towar, który zakupił w jednym z tanich sklepów Lawson 100, popularnych na wyspie Honsiu. Wspomina o zapłaceniu 3 zł za litrową wodę, paczkę yakisoby, kawy i słodyczy. W istocie towary ze zdjęcia kosztują łącznie ok 1000 jenów, co daje nam łączną kwotę 30 zł. Jest to w okolicach średniego wynagrodzenia za godzinę pracy studenta w typowej restauracji, więc bez szaleństwa. Porządnej kolacji (w Japonii to najważniejszy posiłek dnia) za 60 groszy również nie zjemy, chyba że zadowoli was makaron z pudełka, albo udanie się do supermarketu, gdzie można japońskie onigiri z 50% zniżką przed godzinami zamknięcia. Hint: Nie jedziemy do Japonii tylko po to, by zwiedzać. Japońska kuchnia to coś wspaniałego i niepowtarzalnego, więc gdy można na wielu rzeczach oszczędzać, tak warto mieć w kieszeni dodatkowe pieniądze na posiłki i sobie nie żałować. Nie po to przelecicie ocean, by przez większość pobytu koczować na murku przed marketem i wcinać zupkę instant.

Długi pobyt w Japonii to wyzwanie dla portfela i bez dobrze płatnej pracy wymaga znajomości terenu, przemieszczania się w skomplikowanym dla początkującego systemie dyskontów, tanich supermarketów, polowania na okazję i zniżki, rozsądnego dysponowania pieniędzmi. Japońskie mamy są w tym ekspertkami. Najlepszym przykładem jest napój z maszyny, gdzie za kawę często zapłacimy wspomniane przez Marcina 150 jenów (4.5 zł), gdy ten sam napój w supermarkecie może kosztować ok. 2.2 zł, czyli mniej niż połowę ceny z maszyny. Podawanie w restauracji zimnej wody to wspaniały zwyczaj, ale nie zapominajmy, że pochodzi ona z wodociągu, co nie każdemu może się spodobać. Japonia może nie jest aż tak droga, ale ludzie po studiach nie zarabiają wcale tak dużo, a średnia pensja zaczyna się na poziomie 180-200000 jenów (ok. 6 tys. PLN).

10. Nie trzeba znać japońskiego

Niestety edukacja języka angielskiego w Japonii nadal pozostaje w opłakanym stanie i na głowę pod tym względem biją ich nawet Chiny, czy Korea. Większość młodych osób nie chce się uczyć obcego języka, bo dobrze im we własnym kraju i nie czują takiej potrzeby. Angielskiego najczęściej uczą się z obowiązku, by zaliczyć sesje egzaminacyjną w szkole, albo dostać się na dobry uniwersytet, gdzie wysoki wynik jest jednym z warunków przyjęcia. Stąd w Japonii masa językowych inwalidów, którzy potrafią mechanicznie rozwiązać wyuczone testy, przetłumaczyć zdanie z japońskiego, ale znajomość angielskiego – nawet potwierdzona certyfikatem – pozostaje często bierna.

Japończycy mają problemy z wymową i zrozumieniem różnych akcentów języka angielskiego i o ile wasz akcent nie przypomina tego ze słuchanych na lekcjach nagrać z głosami amerykańskich native speakerów, to mogą was nie zrozumieć. Wiele osób ma stres związany z używaniem angielskiego, a niektórzy nawet zapytani w płynnym japońskim o prostą rzecz, automatycznie odpowiedzą, że “nie rozumieją po angielsku”. Ciekawe jest też to, że zdarzają się osoby, które potrafią, ale nie chcą mówić po angielsku ze względu na perfekcjonizm. Dążą do najwyższego poziomu angielskiego a zapominają, że rezygnując z czynnej komunikacji, tylko się od ustalonego celu oddalają.

Problemy Japończyków z nauką angielskiego dały mi interesujące zajęcie w trakcie mojego doktoratu. Wielu, jak choćby wspomniani wyżej perfekcjoniści, chętniej uczyłoby się języka od inteligentnych maszyn, niż z bezpośredniego kontaktu z człowiekiem. Starsza generacja jest dużo bardziej wygadana, bo wielu miało bezpośrednią styczność z angielskim i podróżowała po świecie. Dlatego nie jest zaskakujące spotkać 70 letniego staruszka, zapewne pamiętającego czasy amerykańskiej okupacji kraju po II Wojnie Światowej. Tokio jest pełne turystów, stąd i znajomość angielskiego jest lepsza, ale dłuższy pobyt w kraju bez znajomości języka jest nie tylko trudny, ale też pozbawia nas szansy poznania i zrozumienia tego kraju w lepszym stopniu.

11. W lokalach zamówisz bez znajomości japońskiego

Historie od znajomych, którzy przyjechali do Japonii i popełnili przynajmniej jedną gafę przy zamawianiu jedzenia, to wręcz klasyki. Jedni bliscy przyjaciele zachwycali się typowo japońską kuchnią w tanim lokalu. Zachęcony udałem się pod wspomniany adres, który po m okazał się w istocie być chińską restauracją, z kantońskimi potrawami, prowadzoną przez mówiących łamaną japońszczyzną Chińczyków. Chyba każdy miał podobne doświadczenia i nie ominęło to również mnie, gdy kilka razy danie na talerzu różniło się znacznie od oczekiwanego menu. Miałem niezłą minę, gdy zamiast oczekiwanego kurczaka z warzywami dostałem dwa plastry tłustego węgorza na ryżu.

fc4c62b4-s

Jeden z lokali w centrum Osaki, gdzie nie pogadasz po angielsku.

Część lokali w centrum Tokio dysponuje menu w języku angielskim, ale nie jest to reguła. Większość jedzenia wystawianego w sklepowych witrynach to woskowe atrapy, które jakością wykonania zmylą niejedno oko. Marcin w jednym z podpunktów artykułu umieścił zdjęcie z restauracji w klimacie z Blade Runnera (fanów odsyłam jednak do Hong Kongu, głównego źródła inspiracji reżysera) gdzie możecie zobaczyć wiszące powyżej lady tradycyjne menu w języku japońskim. Przy większości nazw potraw nawet ceny napisane są w znakach kanji, więc zamówienie czegoś w takim lokalnym miejscu jest dla osoby nie posługującej się ich językiem mocno kłopotliwe, jeśli nie niemożliwe. Nie znając japońskiego nazwiemy też zwykłą bułkę z makaronem hot-dogiem, pewnie ze względu na budzący skojarzenia kształt.

12. Mają sklep Coca-Coli

Coca-Cola działa w Japonii od lat 50 XX wieku i ma dla starszej generacji nostalgiczny charakter, ale popularna jest również wśród lubiących “brand stuff” młodszych Japończyków. Pojawia się choćby w popularnym, nostalgicznym filmie “Always Sunset on Third Street”, gdzie butelka Coli była dla wielu osób powiewem zmian tamtych dynamicznych czasów. Jest też popularnym towarem kolekcjonerskim, a wspomniany sklep nie jest czymś szczególnym – to mekka osób szukających nowego elementu do swojej kolekcji oraz jeden z wielu sklepów oferujących markowe towary w pełnej zwariowanych sklepów części dzielnicy Odaiba, tuż obok stoisk z nostalgicznymi pamiątkami z popularnych anime produkowanych przez stację Fuji TV, salonu gier wideo z zabytkowymi automatami, garażu z plejadą starych samochodów z minionego wieku i innych.

165209_486140414302_3303586_n

Klasyczne automaty w centrum handlowym w sercu dzielnicy Odaiba.

162908_486141994302_8303549_n

Jak miało zabraknąć Coca Coli, gdy tuż obok stał DeLorean?

Gdy zapytałem o sklep z Coca Colą japońskie uczennice, to powiedziały mi, że sklep z Coca Colą to zwykła marka handlowa, brand, a te w Japonii zawsze cieszą się popularnością. Tak więc osoba ubierająca koszulkę z Coca Colą często nawet nie pija napoju, a nosi ją wyłącznie ze względu na panującą modę. Tematy stylu jednak pozostawiam osobom, które cokolwiek na ten temat wiedzą, bo ze mnie „szafiarka” nie będzie.

Słowem podsumowania

Marcin jest osobą oczytaną na temat Japonii i od lat interesuje się zarówno kulturą tego kraju, jak i samym językiem japońskim. Jest wspaniałym dziennikarzem, którego głęboko cenie i od lat regularnie czytam. Artykuł pokazał jednak, że pisząc o Japonii bardzo łatwo wpaść w pułapkę własnych oczekiwań wobec Kraju Kwitnącej Wiśni. Nikt nie popełnił żadnej wielkiej gafy, świat się nie skończył, ale padło jednak kilka sądów, które nieodpowiednio zinterpretowane zamiast pomóc zrozumieć ten interesujący kraj, mogą tylko służyć dalszemu upowszechnianiu istniejących stereotypów. Wystarczy popatrzeć na niektóre komentarze Internautów pod tekstem.

Czasem przeczytane książki to jednak wróg, który wpływa na nasze wyobrażenie na temat Japonii, jak i nastawienie do samych Japończyków. Wielu autorów się nie popisało i stworzyło szereg istniejących w naszym kraju stereotypów, jak choćby legendy o automatach z używanymi damskimi majtkami, czy mocno niesprawiedliwe sądy na temat seksualnej obyczajowości Japończyków.

Dlatego warto zadać sobie na koniec pytanie, czy zamiast na świeży umysł skonfrontować się z otaczającą nas rzeczywistością, być może zbytnio sugerujemy się tym, co napisali inni? Japonia nie jest taka jaką ją chcemy widzieć, albo jak przedstawili ją liczni autorzy nie zawsze dobrych książek, czy blogów podróżniczych. Ona po prostu jest.

8 thoughts on “12 rzeczy, którymi Japonia nie zaskakuje

  1. Naoglądałam się sporo tzw. apartament tour obcokrajowców mieszkających w Japonii i jakieś 90% mieszkań to były właśnie małe klitki. Może to wynika z tańszych opłat. Jednak przez to wydawało mi się, że małe mieszkania są normalnością.
    Co do braku szacunku wobec kobiet (mam nadzieję, że to co dalej napiszę wlicza się w temat), czytałam gdzieś kiedyś, że o przemocy domowej Japonki nie mówią głośno bo to wstyd. Nie wiem ile w tym prawdy.

    • Wszystko zależy od wykonywanej pracy, czy pensji. Obcokrajowcy często wybierają opcje ekonomiczne, więc mieszkają w tanich mieszkankach. Niektórzy z nich wolą też oszczędzić pieniądze przez wybór sponsorowanego częściowo przez firmę lokum, które najczęściej jest niewielkie, ale może to taka zagrywka, by dłużej zostawał w pracy😉 Sami Japończycy polubili przestrzenie i jeśli tylko ich na to stać, to decydują się na większe metraże. Tak, jak i w Polsce, czasem młode małżeństwo może dostać nowoczesne mieszkanie po rodzicach, więc mają ułatwiony start w życie.

      Ten brak szacunku wobec kobiet, to krążące od lat wyolbrzymione historie, które nie odzwierciedlają całego społeczeństwa. Japonki są silne, twarde i bardzo sprytne. Potrafią po mistrzowsku zagrać swoimi mężami, by ich męskość i duma nie ucierpiały, a one dostały to, czego chcą. Nie będziemy tu wchodzić w psychologię tego, bo to już sprawy kulturowe, ale należny im szacunek jest przeważnie okazywany na różne sposoby.

      To nie są zamknięte w domu niewolnice, czekające z bijącym sercem na powrót męża. Gospodynie domowe w Japonii mają bardzo ciekawe życie, wypełnione obowiązkami wobec rodziny, zajęciami w szkole dziecka (w odróżnieniu od Polski, wszystkie szkolne imprezy organizowane są przez rodziców, a nauczyciele tylko ich wspomagają), różnymi zajęciami dodatkowymi (nauka obcego języka, joga, siłownia, lekcje gotowania, czy japońska ikebana, nauka tanca, i masa masa innych).

      Czasem Japonki podejmują też dodatkowe prace, by w wolnych chwilach dodatkowo wesprzeć domowy budzet. Panie nie są też nigdy same, bo przeważnie funkcjonują w grupach razem ze starymi przyjaciółkami ze szkolnych lat, albo innymi mamami, które poznały w szkole dziecka.

      • Bardzo dobry artykuł, widać, że pisany przez osobę mającą rozeznanie rzeczy.
        Niestety wobec Japonii narosło wiele mitów, i to zarówno in plus jak in minus.

        Odnosząc się do tematu kobiet:
        zachowania często krytykowane przez obcokrajowców, to nie jest brak szacunku wobec kobiet,a szacunek okazywany mężczyznom właśnie.
        Niestety jesteśmy już tak zainfekowani feministycznymi przesądami, że jakikolwiek przejaw szacunku wobec mężczyzn traktowany jest jako atak na kobiety i seksizm w czystej postaci. W Japonii te przestarzałe, XIX w. poglądy nie zapuściły zbyt głęboko korzeni, stąd wiele zachowań może dziwić.
        Swoją drogą ciekawe dlaczego u nas nie dziwi, że kobiety wpychają się wszędzie pierwsze, oczekują, że miejsca siedzące są zagwarantowane wyłącznie dla nich i jeszcze po rękach trzeba je całować:)

        Co do roli Japonek w domu, zupełna racja.
        Ze względu na obciążenia finansowe i konieczność zaspokajania potrzeb rodziny, małżeństwo to koszmar dla mężczyzny przede wszystkim. Ta ciężka dola kobiet sprowadza się się często do przygotowania śniadania, zrobienia bento i ogarnięcia jako tako czterech kątów. Jeśli kobieta nie ma dzieci i nie mieszka gdzieś na wsi, to by było na tyle obowiązków.
        Podczas gdy mąż ślęczy w pracy nierzadko kilkanaście godzin, żona może sobie w tym czasie oglądać telewizję, chodzić na zakupy, spotykać się koleżankami (tak samo ciężko zapracowanymi), uczestniczyć w kursach np. rzeźbienia w mydle, albo w innych tym podobnych, niezwykle ważnych zajęciach. Proszę wybaczyć mocne słowo, ale w wielu wypadkach japońskie żony można określić jako pasożyty.
        “男は結婚したらお金を吸い取られて一生不幸になるだけ” to cytat z japońskiego forum, dość symptomatyczny zdaje się.

        Nasuwa się też proste pytanie, skoro Japonki są takie cudowne i słodkie jak same się uważają, dlaczego ci, mężczyźni, którzy najlepiej je znają (Japończycy) coraz mniej mają ochotę wchodzić z nimi w jakiekolwiek relacje ?
        Kobiece czasopisma wymyślają terminy jak „roślinożercy”, doszukują się się źródeł w kryzysie męskości itp.; krytycznego spojrzenia na kwestie kobiet natomiast brak.
        Mężczyźni przestają być zainteresowani małżeństwem, albowiem coraz częściej sprowadza się ono wyłącznie do obowiązków nałożonych na męża i przywilejów zagwarantowanych dla żony. Kiepski biznes.

  2. Dziekuje za wspaniały komentarz, który podsumowuje wiele kwestii o których wspominałem. Tylko dodam, że darze Japonki pracujące w domu wielkim szacunkiem, bo wykonują naprawdę ciężką pracę i w znanym mi gronie pań żadna z nich nie ogląda telewizji i praktycznie bez wytchnienia dzieli czas między zajmowaniem się domem, obowiązkami wobec dzieci (w tym wspomniane prace „przymusowe” w szkole dla PTA). Niektóre dodatkowo znajdują czas na naukę kaligrafii, ikebany, hawajski taniec „hula”, a nawet … zakładanie własnego interesu.

    W domu mojej znajomej leży sterta książek na temat rozkręcania interesu i kobieta intensywnie przygotowuje się, by wydać zarobione (głównie samemu, bez obciążania domowego budżetu, z prywatnych korepetycji) pieniądze na spełnienie swojego marzenia o własnym lokalu ze sporządzanymi własnoręcznie wypiekami – taki mariaż piekarni i kawiarni. Myśli nad tym od lat i zdążyła już skończyć trzyletni kurs pieczenia, zrobić biznesplan (oczywiście samemu, ucząc się o tym z książek wieczorami), wybrać lokalizację, wymyślić nazwę, zaprojektować menu (oczywiście nauczyła się projektować sama z jakiegoś kursu internetowego). Mąż nie ma nic przeciwko temu i ją wspiera, choć ona jest pełna ambicji i chce jak najwięcej zrobić sama. To nie jest wyjątek i nawet jeśli nie wszystkie panie są do tego stopnia ukierunkowane na cel, to nie różnią się specjalnie swoim zapałem do robienia wielu rzeczy.

    I taka ciekawostka z wczoraj. Do mojej klasy przyszła nowa pani w wieku ok 45 lat, którą zaczepił obcokrajowiec na ulicy i zapytał o drogę. Biedna nie umiała angielskiego na tyle by mu odpowiedzieć, ale udało im się porozumieć posługując się wyrwanymi z kontekstu słowami i jej ruchami ciała. Pani się tak tym wszystkim przejęła, że zapisała się na lekcję angielskiego z mocnym postanowieniem, że chce rozmawiać po angielsku, by następnym razem móc bez problemu się wypowiedzieć. Powiedzcie sami, czy tak zachowują się i myślą zniewolone kobiety?

    Przy okazji też chętnie napiszę o japońskich mężach. Mieszkam teraz z ojcem i synem, a ich relację są dokładnie zaprzeczeniem wszelkich stereotypów. Tata jest opiekuńczy i robi za syna dosłownie wszystko, od gotowania, po pranie, prasowanie i nawet pomaga w lekcjach. A później w necie czytamy, jacy to Japończycy są zimni i zwalają całą odpowiedzialność za rodzinę na barki biednych mam, a sami nic nie robią. Inny mąż wraca z pracy i je obiad, a następnie sam myje wszystkie naczynia, swoje, żony i trzech córek. Później często pomaga w prasowaniu. Moja uczennica powiedziała o nim: „I think my husband is 奴隷 for us.” (Myśle czasem, że to mój mąż jest naszym niewolnikiem [matka z trójką córek]).

    • Niestety co do złego traktowania kobiet w Japonii, to jest to prawda. Niedawno głośna był sprawa kiedy na zebraniu w parlamencie wyśmiano jakaś kobietę tak że prawie płakała.

      Przed II wojną kobiety w Japonii praw nie miały wcale, a według światowych rankingów są pod tym względem hen daleko za Ameryką. W dużych korporacjach znany jest przypadek ‚Matahara’ czyli nękaniu kobiety pracującej w ciąży.

  3. Bardzo dobry artykuł! To wszystko prawda… a jeżeli chodzi o poruszony temat złego traktowania kobiet, to jest to kwestia bardzo drażliwa. Niby coś się tam zmienia, ale bardzo powoli. W rankingu dotyczącym równouprawnienia płci, Japonia zajmuje naprawdę niską pozycję, gorszą nawet niż Korea Północna! Cóż więcej dodać? Z jednej strony ja, jako obcokrajowiec, nie powinienem mieć nic do gadania. I nic złego nie mówię – sami tak urządzili sobie życie i ja to szanuję. Szanuję wszystko, bo to jest ich cywilizacja, a ja mogę być co najwyżej przestrzegającym jej zasad gościem. Z drugiej strony, czasami trochę współczuję japońskim kobietom. Mimo to, moja opinia jest mocno subiektywna i myślę, że jednak uformowana w dużej mierze przez wpływ Internetu, prasy, artykułów, kto wie, czy zawsze rzetelnych i uczciwych? Obserwacji aż tak wielu jeszcze nie poczyniłem, stąd mogę nie mieć racji. Pozdrawiam.

  4. Co do większości punktów mogę tylko kiwnąć głową, albo stwierdzić, że coś „może i dziwi na początku, ale da się przyzwyczaić”. Chyba najbardziej mogę się czepić tych nieszczęsnych koszy na śmieci – ale nie na niekorzyść Japonii, tylko Polski!
    Wiem, jak jest w Tokio; człowiek się irytuje przez pierwszy miesiąc, że kosze są tylko przy konbini, a i to tylko niektórych. Ale niedawno wróciłam na swoje warszawskie osiedle i wychodząc przed blok mam tych koszy DZIEWIĘĆ w promieniu stu metrów (!!!). Nic dziwnego, że dla Polaka koszy jest w Tokio za mało😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s